reklama
reklama

Dziadkowie ocalili wnuka skazanego na śmierć. Teraz są jego... rodzicami

MAGAZYN, Wiadomości, 31.05.2023 13:50, eł

To smutna, ale piękna historia.

Dziadkowie ocalili wnuka skazanego na śmierć. Teraz są jego... rodzicami

W listopadzie tego roku Mikołaj z Sosnowic skończy trzy latka. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że kiedy dziadkowie odbierali go jako noworodka ze szpitala, w którym porzuciła go jego matka, usłyszeli, że pożyje jeszcze najwyżej tydzień... Chłopiec przyszedł na świat prawie całkowicie pozbawiony struktur mózgowych. Całe jego dotychczasowe życie to cud.

Miki jest dzieckiem dziewczyny, która wyprowadziła się z domu, zanim skończyła 18 lat. Była już wtedy w ciąży, ale jej rodzina nie miała o tym pojęcia. Nastolatka po urodzeniu synka zostawiła go w szpitalu i zrzekła się praw do niego. Odebrali go stamtąd dziadkowie, przekonani, że jedyne, co mogą dla wnuczka zrobić, to zapewnić mu trochę ciepła i miłości, zanim umrze.

Chłopiec jednak nadal żył, okazywał emocje i reagował na bodźce, chociaż – zdaniem lekarzy – nie powinien. - Takiego bezmózgowca jeszcze nie widziałem, jutro stanie mu serce – wprost powiedział jeden z nich, profesor habilitowany neurochirurgii... Gdy nie ziściły się przewidywania, że jeśli chłopiec przeżyje, będzie w stanie wegetatywnym, lekarze zaczęli traktować go jak wybryk natury.

- Gdyby tak opisać historię medyczną Mikiego ze szczegółami, to mnie samej trudno byłoby w nią uwierzyć. Gniew odszedł, zamienił się w motywację, siłę i nadzieję, choć do dziś czuję ogromny żal. Bo tacy jesteśmy oświeceni, zaawansowani, tak bezpiecznie czujemy się ze świadomością, że są szpitale, lekarze, specjaliści... A tyle obojętności, niechęci, braku wiedzy i zaangażowania spotkało tego małego człowieka. To nie do uwierzenia... Zwłaszcza, że dzieci wcale lub nieodpowiednio leczonych jest mnóstwo. Przecież każde z nich powinno być traktowane z najwyższą uwagą, zgodnie z najnowszą wiedzą medyczną, a wciąż bagatelizowane są kluczowe czynniki wpływające na stan zdrowia. Serce pęka. W przypadku naszej rodziny dotyczy to też poprzedniego pokolenia, bo biologiczna mama Mikołaja również potrzebowała leczenia, jednak przez wiele lat go nie dostała... - twierdzi Magdalena Bobula-Glinka, babcia Mikiego, a jednocześnie jego adopcyjna matka.

Kobieta uważa, że jej córka cierpi na zespół PANDAS, rzadkie i mało znane schorzenie neuropsychiatryczne. Nie zostało ono u dziewczyny zdiagnozowane, ale nietrudno u niej dostrzec wszystkie jego charakterystyczne objawy. Osoby dotknięte zespołem PANDAS są drażliwe, agresywne, impulsywne, mają dziwne tiki i odruchy, problemy z koncentracją i koordynacją ruchową, zaburzenia snu. Czasami błędnie diagnozuje się u nich autyzm. Zespół PANDAS nie ma jednak z nim nic wspólnego. Powoduje go zakażenie paciorkowcami grupy A.

Choć rodzice bardzo chcieli pomóc córce, odkąd jej zachowanie zaczęło budzić ich niepokój (a miała wtedy cztery lata), nie poskutkowały żadne formy terapii. Dziewczynka była zawsze w opozycji do nich, aż w końcu wyprowadziła się w domu i zerwała z nimi wszelkie kontakty. Pozostał im po niej tylko Miki. Ale nie winią dziewczyny za to, że go porzuciła. Zrozumieli, iż jej postępowanie determinowała choroba.

Na chłopca przelali całą miłość, której nie chciała od nich ich córka. Nie dali sobie wmówić, że nie ma sensu go leczyć, nie brali pod uwagę, że mogą się ziścić najczarniejsze scenariusze. I dowiedli, iż mają rację. Wbrew temu, co mówili lekarze, Mikołaj słyszy, widzi, rozróżnia smaki i zapachy, komunikuje potrzeby, w sposób bardzo widoczny cieszy się, gdy babcia lub dziadek bawi się z nim czy nosi go na rękach. I coraz lepiej się rozwija. Nawet już stoi o własnych siłach. - Niedawno ledwo trzymał głowę, miał ochotę tylko leżeć i nic nie robić. Ostatnio sobie pomyślałam, że nie zdziwi mnie, gdy któregoś dnia otworzę oczy i zastanę go tańczącego na środku pokoju – śmieje się pani Magdalena.

Kobieta prowadzi facebookowy blog MikiGo, poświęcony w całości Mikołajowi. Opisuje na nim wszystkie problemy, z którymi musi się zmagać w trakcie opieki nad chłopcem i postępy, które malec robi. Warto go poczytać, bo historia tego dziecka jest naprawdę niewiarygodna. O trudnych początkach jego życia można też przeczytać w naszym artykule: „Niechciany, ciężko chory Miki nie poddaje się złemu losowi”.

reklama

Zobacz także

Napisz komentarz

Redakcja mamNewsa.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy Internautów. Prosimy o kulturalną dyskusję i przestrzeganie regulaminu portalu. Wpisy niezgodne z regulaminem będą usuwane. Dodając komentarz, akceptujesz postanowienia regulaminu. Wszelkie problemy z funkcjonowaniem portalu, usterki, uwagi, zgłoszenia błędów prosimy kierować na: [email protected]

Musisz być zalogowany, aby dodawać komentarze.

Brak komentarzy