reklama

Sprawa brutalnego podwójnego morderstwa wreszcie w sądzie. Oskarżeni nie przyznają się do winy

, Na sygnale, Wiadomości, 22.09.2022 13:40, eł
Ta zbrodnia wstrząsnęła mieszkańcami powiatu wadowickiego.
Sprawa brutalnego podwójnego morderstwa wreszcie w sądzie. Oskarżeni nie przyznają się do winy

Niebawem miną dwa lata od wstrząsającego zabójstwa w Stryszowie. Dwie osoby zostały wówczas zamordowane, trzecia ledwo uszła z życiem. Sprawcy podpalili też dom, w którym doszło do zbrodni. Dopiero wczoraj (21 września) rozpoczął się proces oskarżonych w tej sprawie. Prowadzi go Sąd Okręgowy w Krakowie.

Wedle ustaleń Prokuratury Rejonowej w Wadowicach, 5 grudnia 2020 roku 34-letni Mateusz R. i o dwa lata młodszy Piotr G. po nocy spędzonej na piciu alkoholu i zażywaniu amfetaminy poprosili znajomego, aby zawiózł ich do Stryszowa. W trakcie podróży obydwaj mężczyźni też raczyli się napojami wyskokowymi.

Na miejscu zadzwonili do drzwi Henryka G. Gdy gospodarz im otworzył, powitali go stekiem wyzwisk. Następnie weszli do jego domu i rozgościli się w kuchni. Kiedy w chwilę później Henryk stanął w drzwiach tego pomieszczenia, Piotr G. zerwał się z krzesła i uderzył go pięścią w twarz, celując w okolice prawego oka. Gospodarz upadł na podłogę przedpokoju, a jego goście zaczęli zachowywać się jak opętani – przewracali sprzęty, rzucali kubkami i talerzami.

W jeszcze większy szał wpadli, gdy od znajomego, który ich przywiózł do Stryszowa usłyszeli, że w samochodzie nie ma amfetaminy, którą mieli ze sobą. Piotr G. chwycił wtedy kuchenny nóż i groził, że potnie kierowcę i zniszczy mu auto. W chwilę później znalazł narkotyki we własnej kieszeni...

Wówczas znajomy powiedział, że musi jechać do Wieliczki i obiecał, że wróci po Piotra i Mateusza, choć raczej nie miał takiej intencji. Tymczasem pijani goście Henryka dotkliwie go poturbowali. Kopali go, tłukli nogą od krzesła oraz butelką. Rzucili się również na jego młodego krewniaka Konrada G., który nadszedł, gdy bili Henryka. Związali obie swoje ofiary i zadawali im ciosy nożem.

Po jakimś czasie do domu Henryka przyszła też Małgorzata G., matka Konrada. Ledwo jednak weszła, na jej ciało i głowę spadły ciosy zadane nieznanym narzędziem. Kobieta niemal natychmiast straciła przytomność. Wtedy Mateusz R. i Piotr G. zaczęli znosić do kuchni papiery znalezione w innych pomieszczeniach, polali pokrzywdzonych i meble łatwopalną farbą, po czym wszystko podpalili.


Gdy opuścili dom, Konrad G. wyswobodził się z więzów i próbował wyciągnąć z płonącego budynku matkę i wujka. Gdy mu się to nie udało, sam wydostał się przez okno i zadzwonił na numer alarmowy. Strażacy znaleźli w domu ciała Henryka i Małgorzaty. Jak się potem okazało, obydwoje zmarli na skutek doznanych obrażeń i zatrucia czadem. Poparzony Konrad trafił do szpitala.

Tymczasem bandyci opuścili Stryszów. Po wyjściu z domu Henryka zadzwonili do znajomego z prośbą, by ten zawiózł ich do Wadowic. On na to przystał i podjechał po nich. W trakcie jazdy Piotr G. zapytał go, czy pożyczy im samochód, a gdy ten się nie zgodził, zagroził, że użyje broni palnej. Kierowca poczuł na szyi dotyk czegoś zimnego, co wydało mu się lufą pistoletu. Przestraszony, powiedział znajomym, by zabrali auto, a sam z niego wysiadł.

Piotr G. i Mateusz R. pojechali do Czechowic-Dziedzic, gdzie mieszkał przyjaciel tego drugiego - Tomasz N. Poprosili go o pomoc, a on im nie odmówił. Własnym samochodem zawiózł ich do Holandii, użyczył im też własnego telefonu i konta na Facebooku, dzięki czemu zorganizowali sobie dalszy etap ucieczki.

Mateusz R. jest żonatym mężczyzną, ojcem małego dziecka. Jego kolega Piotr G. to kawaler zamieszkały w Andrychowie. Obydwaj oskarżeni nie po raz pierwszy popadli w konflikt z prawem. Byli już karani za inne przestępstwa. Żaden z nich nie przyznaje się do zarzucanym im teraz czynów, czyli podwójnego morderstwa ze szczególnym okrucieństwem, usiłowania zabójstwa trzeciej osoby oraz zaboru pojazdu przy użyciu groźby.

Przed sądem odpowiadał też 30-letni Tomasz N., oskarżony o utrudnianie postępowania karnego przez pomoc sprawcom oraz o posiadanie środków odurzających. Mężczyzna przyznał się tylko do tego, że faktycznie miał w domu narkotyki. Zapewniał jednak, że zostawił je u niego kolega... Nie przeczył, iż pomógł oskarżonym, ale twierdził, jakoby nic nie wiedział o popełnionej przez nich zbrodni.

Jak wyjaśnił, Mateusz R. jest jego wieloletnim przyjacielem. - Powiedział, że jedzie do pracy za granicę, dlatego podwiozłem go do przebywającego tam od dłuższego czasu jego brata. O całej sytuacji dowiedziałem się już po powrocie do kraju. Oddałem wtedy policji swój telefon, w którym była historia połączeń – zeznawał podczas rozprawy.

Mateuszowi R. i Piotrowi G. grozi kara nawet dożywotniego więzienia, zaś Tomasz N. może trafić za kratki na nie więcej niż 5 lat. Oskarżeni o morderstwo przebywają w areszcie, który właśnie został im przedłużony do 30 stycznia 2023 roku. Tomasz N. opowiada natomiast z wolnej stopy.


Zobacz także

Napisz komentarz

Redakcja mamNewsa.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy Internautów. Prosimy o kulturalną dyskusję i przestrzeganie regulaminu portalu. Wpisy niezgodne z regulaminem będą usuwane. Dodając komentarz, akceptujesz postanowienia regulaminu. Wszelkie problemy z funkcjonowaniem portalu, usterki, uwagi, zgłoszenia błędów prosimy kierować na: [email protected]

Musisz być zalogowany, aby dodawać komentarze.

Brak komentarzy