reklama

Matka chciała uchronić ją przed gwałtem. Ale „bezpieczny” azyl okazał się piekłem

, MAGAZYN, Na sygnale, Wiadomości, 28.07.2022 20:16, eł
Drugie śledztwo prokuratury w sprawie niesławnego DPS-u.
Matka chciała uchronić ją przed gwałtem. Ale „bezpieczny” azyl okazał się piekłem

Dom Pomocy Społecznej w Jordanowie już za kilka dni stanie się filią powiatowego DPS-u w Łętowni. Siostry prezentki, które prowadziły go od początku jego istnienia, nie będą już miały żadnego wpływu na życie podopiecznych placówki. Tymczasem wychodzą na jaw kolejne wstrząsające fakty z okresu ich władzy w ośrodku. Jak się okazuje, okrucieństwo zakonnic mogło wyjść na jaw już w ubiegłym roku.

Bomba wybuchła w ubiegłym miesiącu, gdy dziennikarze Wirtualnej Polski opisali przypadki znęcania się przez siostry prezentki nad niepełnosprawnymi intelektualnie podopiecznymi prowadzonego przez siebie Domu Pomocy Społecznej w Jordanowie. Celowała w tym jedna z zakonnic, ale dyrektorka placówki wiedziała o jej postępowaniu i nie zrobiła nic, by je ukrócić. Co więcej, gdy już doszło do śledztwa w tej sprawie, wyraźnie je utrudniała. Jak pisaliśmy tutaj, dziewczęta przebywające w placówce były bite, wiązane, a nawet zamykane na wiele godzin w klatce.

Okazuje się jednak, że sprawa pastwienia się przez siostry nad pensjonariuszkami mogła wyjść na jaw już w ubiegłym roku. Jak ujawnił Onet, matka jednej z podopiecznych DPS-u w listopadzie 2021 roku wysłała do prokuratury w Zakopanem pismo, w którym napisała, że jej córka po pobycie w ośrodku wraca do domu cała posiniaczona, jakby była bita. Ale nie doczekała się żadnej reakcji na swoje zawiadomienie. Gdy w kilka miesięcy później dociekała, co się z nim stało, dowiedziała się, że prawdopodobnie zaginęło...

Kobieta oddała swą córkę Karolinę* do jordanowskiego DPS-u, by chronić ją przed ojcem, gdyż miała poważne podejrzenia, że ten ją zgwałcił. W 2018 roku dziewczyna zaczęła imitować ruchy frykcyjne, jakie wykonuje się w czasie stosunku i twierdziła, że tak jej robił tata. Postępowanie prokuratury w tej sprawie zakończyło się jednak umorzeniem z powodu zbyt małej ilości dowodów. Sąd uznał bowiem, iż Karolina nie może składać zeznań, ponieważ komunikacja z nią jest utrudniona ze względu na jej głęboką niepełnosprawność intelektualną.

Matka zdecydowała się znaleźć dla córki bezpieczną przystań z dala od rodzinnego domu. Padło na DPS w Jordanowie, w którym - jak sądziła - dziewczyna znajdzie spokój i harmonię. Z początku była pewna, że to dobry wybór, ale potem pojawiły się rysy na szkle. Jak się okazało, Karolinę, za przyzwoleniem siostry dyrektorki, zaczął w placówce odwiedzać ojciec, który miał się trzymać z dala od córki. Mało tego, jak twierdzi kobieta, szefowa DPS-u złożyła do sądu wniosek o to, by mężczyzna mógł tam widywać córkę. Zrobiła to bez wiedzy matki dziewczyny, która jest jej prawnym opiekunem.

Później kobieta zaczęła dostrzegać inne niepokojące, a nawet szokujące sprawy. Gdy Karolina zachorowała na obustronne zapalenie płuc, nikt nie wezwał do niej karetki. Dziewczyna była wówczas całkowicie pozbawiona opieki medycznej. Z kolei lekarz, który w DPS-ie miał dbać o zdrowie psychiczne Karoliny, przepisywał jej niepotrzebnie końskie dawki medykamentów, czego matka się dowiedziała, gdy poszła z córką do innego psychiatry. Wyszło też na jaw, że Karolina nie dostawała w placówce przepisanych jej poza DPS-em specyfików.

Po jakimś czasie kobieta po raz pierwszy zauważyła na ciele córki siniaki. Potem już za każdym razem, gdy po nią przyjeżdżała, widziała kolejne. Siostry przekonywały ją, że dziewczyna sama się bije bądź robią to inne podopieczne. Jak zapewniały, takie rzeczy się zdarzają, a opiekunów jest zbyt mało, by mogli reagować na wszystkie tego typu przypadki.

Dopiero po artykule Onetu na ten temat Prokuratura Rejonowa w Suchej Beskidzkiej wszczęła śledztwo w sprawie „psychicznego i fizycznego znęcania się nad Karoliną, osobą nieporadną ze względu na swój stan psychiczny, poprzez wyzywanie jej słowami wulgarnymi, powszechnie uznanymi za obelżywe, kierowanie krzyków, bicie paskiem i szczypanie". Śledczy zajmują się także kwestią przywłaszczenia należących do niej pieniędzy (ponad 6 tys. zł) oraz narażenia życia dziewczyny na niebezpieczeństwo, do którego mogło doprowadzić niepodawanie jej środków niezbędnych w walce ze zdiagnozowaną u niej padaczką.

Mało tego, prokuratura bada też sprawę molestowania seksualnego Karoliny (dotykania okolic jej piersi). Jak jednak zaznacza, choć do tego ostatniego czynu również doszło na terenie DPS-u, nie dopuścił się go nikt z personelu placówki. „Aktualnie, z uwagi na dobro prowadzonego śledztwa, żadne dalsze informacje nie będą w tej sprawie udzielane” – informuje Prokuratura Okręgowa w Krakowie.

Wcześniejsze postępowanie w sprawie jordanowskiego DPS-u, które także prowadziła suska prokuratura, zakończyło się zarzutami dla dwóch zakonnic. Jedna stanie przed sądem za znęcanie się nad podopiecznymi i naruszenie nietykalności cielesnej pensjonariuszki, zaś druga (dyrektorka) za poplecznictwo.

*imię podopiecznej DPS-u zmienione


Foto: Google Street View

Zobacz także

Napisz komentarz

Redakcja mamNewsa.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy Internautów. Prosimy o kulturalną dyskusję i przestrzeganie regulaminu portalu. Wpisy niezgodne z regulaminem będą usuwane. Dodając komentarz, akceptujesz postanowienia regulaminu. Wszelkie problemy z funkcjonowaniem portalu, usterki, uwagi, zgłoszenia błędów prosimy kierować na: [email protected]

Musisz być zalogowany, aby dodawać komentarze.

Brak komentarzy