reklama

Co się dzieje w szpitalu? Szokująca relacja kolejnej pacjentki

, MAGAZYN, Wiadomości, 07.04.2022 20:00, Edyta Łepkowska
- Pacjenci są traktowani jak ludzie drugiej kategorii - twierdzi andrychowianka.
Co się dzieje w szpitalu? Szokująca relacja kolejnej pacjentki

Niedawno opisaliśmy traumatyczne przeżycia jednej z naszych czytelniczek w murach Wojewódzkiego Szpitala Psychiatrycznego w Andrychowie, w którym kobieta miała wyjść z depresji po śmierci dziecka (tutaj). Po publikacji artykułu skontaktowała się z nami inna była pacjentka tej samej placówki. Ona również przeszła tam piekło. Choć z bólem wspomina pobyt w szpitalu, zdecydowała się nam o nim opowiedzieć.

Pani Zofia z Andrychowa cierpi na chorobę afektywną dwubiegunową. To zaburzenie, w którym okresy pobudzenia, ogromnej aktywności i nad wyraz dobrego humoru przeplatają się z epizodami depresyjnymi. Tak drastyczne zmiany nastoju i energii mogą poważnie rzutować na życie pacjenta, ale pani Zofia zazwyczaj doskonale sobie ze wszystkim radzi – pracę zawodową godzi ze swoim hobby i obowiązkami domowymi, realizuje się w różnych dziedzinach, jest szczęśliwą żoną i matką. Jednak latem 2020 roku, po narodzinach najmłodszej pociechy, choroba mocniej niż zwykle dała jej się we znaki. W efekcie kobieta trafiła do szpitala w Andrychowie, na oddział psychiatryczny I.

Jak twierdzi kobieta, regułą w placówce jest to, że personel zwraca się do pacjentów per „ty”. - I faktycznie, jak mówiła bohaterka waszego artykułu, na porządku dziennym są wyrażenia typu: „nie drzyj się”, „co ci się robi?”, „odejdź”. Pacjenci są tam traktowani jak ludzie drugiej kategorii. Ale nikt tego oficjalnie nie potwierdzi. To zawsze jest słowo przeciwko słowu. Łatwo jest powiedzieć, że osoba chora, z zaburzeniami, nie jest do końca świadoma tego, co się dzieje. I raczej wierzy się stronie personelu szpitalnego, a nie pacjentom. A przecież człowiek w depresji nie jest tak odjechany, żeby mieć urojenia. Ja też ich nie miałam. Byłam cały czas świadoma, co się dzieje – opowiada pani Zofia. Jak jednak dodaje, nie wszystkie pielęgniarki i lekarze odnoszą się do pacjentów tak obcesowo i upokarzająco. - Jest parę osób, które chyba pracują tam z powołania – twierdzi.

Zapewnia, że ma porównanie z inną placówką, bowiem wiele lat wcześniej również przebywała z powodu swojej choroby w szpitalu. I była tam traktowana ze znacznie większym szacunkiem niż w Andrychowie, podobnie jak wszyscy pozostali pacjenci. - Ponadto tam codziennie były zebrania społeczności, rozmowy z lekarzami, z psychologiem. W Andrychowie brakuje tego typu terapii. W trakcie miesięcznego pobytu tylko raz miałam rozmowę z psychologiem. Zebranie społeczności też odbyło się zaledwie raz. Leczono mnie wyłącznie tabletkami, a ponieważ w pewnym momencie nie zgodziłam się przyjąć leków, zostałam unieruchomiona na jedną dobę, zapięta w pasy. I pozostawiona praktycznie bez opieki. Przez całą noc wołałam o coś do picia, ale nikt do mnie nie przyszedł. Po tym wydarzeniu złożyłam skargę do rzecznika praw pacjenta, a wtedy pani ordynator zaczęła mnie straszyć, że mój pobyt w szpitalu może się przedłużyć – wspomina pani Zofia.

Pewnego dnia inny pacjent poprosił ją, by pokazała mu, gdzie znajduje się gabinet psychologa. - Chciałam być pomocna, więc zaprowadziłam go tam, zapukałam i otworzyłam drzwi. Później usłyszałam od pani ordynator, że jestem aspołeczna i zostałam przez nią zrugana jak dziecko w przedszkolu – mówi kobieta. - Ponadto przez cały okres hospitalizacji trudno mi było uzyskać jakiekolwiek informacje o stanie mojego zdrowia, bo lekarze cały czas mnie zbywali.


Pani Zofia zapewnia jednak, że zupełnie inaczej jest na oddziale dziennym psychiatrycznym w andrychowskim szpitalu. - Przychodziłam tam przez trzy miesiące na cztery godziny dziennie i byłam bardzo zadowolona. Pracują tam wspaniali psychoterapeuci i wszystko funkcjonuje bardzo fajnie. Nie ma takiej obojętności, jak na oddziale szpitalnym, na którym byłam, nikt nie upokarza pacjentów. A przecież godność ludzka powinna być uszanowana jednakowo w każdym z tych miejsc - podkreśla kobieta.

Gdy jeszcze w trakcie pobytu w szpitalu złożyła wspomnianą powyżej skargę do rzecznika praw pacjenta, została ona rozpatrzona wyłącznie na podstawie wyjaśnień złożonych przez personel i dyrekcję szpitala. A te – jak twierdzi pani Zofia – grubo mijają się z prawdą.

W przekazanej odpowiedzi, ordynator oddziału oświadczyła, iż wielokrotnie otrzymywała Pani informacje dotyczące przebiegu leczenia oraz przybliżonego czasu zakończenia hospitalizacji. (...) Natomiast z analizy otrzymanej dokumentacji medycznej wynika, iż zastosowany wobec Pani przymus bezpośredni spowodowany był Pani czynną agresją w stosunku do otoczenia. Podczas zastosowania unieruchomienia, ocena Pani stanu fizycznego była na bieżąco monitorowana co 15 minut. Co pewien czas otrzymywała Pani płyny do picia. (…) Mając na uwadze powyższe, informuję, iż nie znajduję możliwości stwierdzenia zasadności złożonej przez Panią skargi. Niemniej jednak, wystąpiłem z pismem do dyrektora szpitala Pana Piotra Kopijasza z prośbą o zwrócenie szczególnej uwagi oraz dołożenie wszelkiej staranności przez personel podczas stosowania przymusu bezpośredniego tak, aby zapewnić pacjentom ich prawo do poszanowania godności i prywatności” - odpisała jej z upoważnienia rzecznika praw pacjenta starsza specjalistka Dorota Bobko.

Próbowaliśmy dodzwonić się do dyrektora Wojewódzkiego Szpitala Psychiatrycznego w Andrychowie Piotra Kopijasza, by ustosunkował się do zarzutów pani Zofii, ale jego sekretarka przekazała nam, że szef zażyczył sobie, by wszelkie pytania przesyłać mu e-mailem. Tak też zrobiliśmy. Wysłaliśmy je w miniony poniedziałek (4 kwietnia) i nadal czekamy na odpowiedź...

Zobacz także

Napisz komentarz

Redakcja mamNewsa.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy Internautów. Prosimy o kulturalną dyskusję i przestrzeganie regulaminu portalu. Wpisy niezgodne z regulaminem będą usuwane. Dodając komentarz, akceptujesz postanowienia regulaminu. Wszelkie problemy z funkcjonowaniem portalu, usterki, uwagi, zgłoszenia błędów prosimy kierować na: [email protected]

Musisz być zalogowany, aby dodawać komentarze.

psiak125, 08.04.2022 23:18

W nawiązaniu do artykułów o szpitalu w Andrychowie , chciałam napisać że dyrektor szpitala wogóle nie odipsuje na maile. Najwyższy czas aby ktoś się nim zajął. To osoba skrajnie nieodpowiedzialna!!!! Poniżej przedstawiam sytuację jaka mnie spotkała i na którą złożyłam skargę do szpitala i do tej pory nie otrzymałam odpowiedzi. Ludzie, co się dzieje???!!! Poniżej pismo do dyrektora szpitala. Dyrektor Piotr Pijasz Wojewódzki Szpital Psychiatryczny w Andrychowie SKARGA W związku z rażącym zachowaniem lekarza dyżurnego przy przyjęciu pacjentki do szpitala psychiatrycznego w Andrychowie w dniu 13.06.2021r wnoszę o wyciągnięcie odpowiednich konsekwencji służbowych w stosunku do tego lekarza. UZASADNIENIE Moja córka ......... jest leczona w poradni psychiatrycznej przy andrychowskim szpitalu od jesieni ubiegłego roku. Jest pod opieką pani doktor Szczygielskiej, która stwierdziła bardzo ciężką chorobę psychiczną tj. afektywność dwubiegunową. Wszystko zaczęło się już 14ście lat temu gdy córka była w ciąży. Potem doszedł do tego stres poporodowy. Od kilku miesięcy zauważyliśmy pogorszenie stanu zdrowia. 28go maja br ( piątek ) została przyjęta na oddział psychiatryczny 2 w andrychowskim szpitalu. Po paru dniach przyjechała do domu, gdyż na oddziale stwierdzono corona wirusa. Od wtorku 1 czerwca przebywała na kwarantannie aż do 10go czerwca godz.0.00. Wypisu ze szpitala nie otrzymała, dlatego też uważaliśmy, że po kwarantannie będzie odbywać dalsze leczenie w szpitalu. Czekaliśmy na telefon, jednak takowego nie było. Stan pogarszał się coraz bardziej. W niedzielę 13 czerwca zawieżliśmy córkę do szpitala, jednak nie zgodziła się na pobyt. Poza tym okazało się że jest pod wpływem alkoholu. Lekarz wszystko opisał, dodając na końcu że w szpitalu "brak wolnych miejsc". W domu córka powiedziała nam że od piątku popija wino. Zaznaczam, że po wyglądzie nie można było stwierdzić, że spożywała alkohol. Popijała trzeci dzień. Wieczorem jej stan jeszcze bardziej się pogorszył. Stała się agresywna. Zaczęliśmy obawiać się o życie jej i domowników. Wezwaliśmy policję a oni karetkę pogotowia. Około 22iej pod eskortą policji pojechaliśmy do szpitala. Tam córka, cały czas siedząc w karetce została ponownie przebadana alkomatem. Zawartość alkoholu bardzo spadła. Czekaliśmy na decyzję lekarza, który nie pofatygował się by wyjść do chorej ani oglądnąć jej w gabinecie. Ratownik przyniósł nam kartkę że chora nie zostaje przyjęta do szpitala ze względu na brak miejsc. Zgodnie z art. 8 Kodeksu etyki lekarskiej, który wprost stanowi, że lekarz powinien przeprowadzać wszelkie postępowanie diagnostyczne, lecznicze i zapobiegawcze z należytą starannością, poświęcając im niezbędny czas. Fakt, iż pacjent jest pod wpływem alkoholu nie tylko nie zwalnia lekarzy od prawidłowej diagnostyki, ale w takim przypadku obliguje lekarza do zachowania szczególnej ostrożności, ponieważ zwłaszcza w przypadku zaburzeń psychicznych, trudno jednoznacznie ocenić czy mamy do czynienia z chorobą psychiczną wymagającą hospitalizacji czy też są one wynikiem nadmiernego spożycia alkoholu. Takiego badania nie było!!! A jasną rzeczą jest, że córka cały czas się leczy. Afektywność dwubiegunowa!!! Należy pamiętać, że wszelkie negatywne skutki będące następstwem odmowy przyjęcia do szpitala oraz przeprowadzenia prawidłowej diagnostyki (np. próba targnięcia się na życie przez taką osobę czy wyrządzenie krzy,żwdy innej osobie) może spowodować, że taki lekarz zostanie pociągnięty do odpowiedzialności karnej (podlega karze pozbawienia wolności do lat 5). Podsumowując, lekarz dyżurny nie miał prawa odmówić przyjęcia córki do szpitala psychiatrycznego znajdującej się pod wpływem alkoholu, dopóki nie przeprowadzi diagnostyki i nie wykluczy zagrożenia dla życia lub zdrowia. A tego nie zrobił. Nawet nie dostała zastrzyka na uspokojenie!! Na jakiej podstawie więc stwierdził, że nie zagraża ona życiu swojemu i nas wszystkich???!!! Wróciliśmy do domu o 22.30. Czuwaliśmy całą noc w obawie o jej i nasze życie. W poniedziałek została przyjęta do szpitala. Przebywa na kwarantannie. Mam pytanie - dlaczego musi być na kwarantannie? Była przecież na kwarantannie 10 dni do ubiegłego czwartku, przy przyjęciu miała zrobiony test, który wyszedł negatywny. Więc po co ta kwarantanna??!! Znowu leczenie się odwleka a przy jej chorobie jest to bardzo niebezpieczne. Podstawa prawna do wniesienia tej skargi: - art. 8 Kodeksu etyki lekarskiej, - art. 18 ustawy z dnia 19 sierpnia 1994 r. o ochronie zdrowia psychicznego, - art. 160 ustawy z dnia 6 czerwca 1997 r. Kodeks karny W związku z przedstawionymi faktami, wnoszę jak wyżej. ż P.s. Nie mam w posiadaniu odmowy przyjęcia córki do szpitali i dlatego nie znam nazwiska lekarza. Wszystko zostało nam zabrane w dnia 14 czerwca br. W związku z tym bardzo proszę o przesłanie mi mailem nazwisko tego lekarza, gdyż składam również skargę do innych odpowiednich instytucji. Z poważaniem Maria ....... Odpowiedzi do tej pory brak!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

bot, 08.04.2022 09:21

https://expressbydgoski.pl/zamiast-parafka-podpisuja-sie-krzyzykiem/ar/11371697

mc, 08.04.2022 08:31

Jesli to prawda co pisze catch to ani ze szpitalem w wadowicach ani w andrychowie nigdy nie bedzie dobrze skoro takie pociotki zajmują stanowiska dyrektorskie, nieudacznicy i chamy sa przepychani z jednych stanowisk do drugich niestety

***** ***, 08.04.2022 07:59

Koniecznie trzeba zainteresować tym tematem #uwagatvn . Babcie mojej żony która kiedyś była tam ponieważ nie mogła poradzić sobie z chorobą traktowano podobnie. To co się tam wyprawia to jest paranoja.

cath, 07.04.2022 22:07

Piotr Kopijasz brat Iwony Gibas członka zarządu województwa małopolskiego wieloletniej szefowej biura poselskiego Beaty Szydlo. Był dyrektorem technicznym w wadowickim szpitalu gdzie dał się poznać z „ kultury osobistej” a raczej jej totalnego braku.