reklama
reklama

Chora kobieta prawie dwie godziny czekała w karetce, aż zostanie przyjęta na SOR?

MAGAZYN, Wiadomości, 01.02.2024 19:45, eł

Dyrekcja szpitala tłumaczy, że stopień zagrożenia życia pacjenta określany jest kodem, od którego zależy, jak szybko otrzyma on pomoc...

Chora kobieta prawie dwie godziny czekała w karetce, aż zostanie przyjęta na SOR?

Mieszkankę Wadowic bardzo zaniepokoiła sytuacja, która przydarzyła się jej mamie, gdy karetka zabrała ją do Szpitalnego Oddziału Ratunkowego. Seniorka prawie dwie godziny czekała na przyjęcie, cały czas przebywając w karetce. Dyrekcja szpitala tłumaczy, że stopień zagrożenia życia pacjenta określany jest specjalnym kodem, od którego zależy, jak szybko otrzyma on pomoc medyczną...

Nasza czytelniczka z Wadowic napisała do nas list, w którym wyraziła różne swoje obawy związane z funkcjonowaniem systemu opieki zdrowotnej. Skłoniła ją do tego sytuacja związana z chorobą jej mamy. Gdy rodzina wezwała do seniorki pogotowie, karetka zabrała ją na Szpitalny Oddział Ratunkowy w Wadowicach. Kobieta miała przejść tam pewne badania. Wielkie było zdziwienie jej bliskich, gdy w około dwie godziny później przyjechali do szpitala.

Ku naszemu ogromnemu zaskoczeniu, nasza mama przebywała w karetce stojącej w garażu. Zapytaliśmy ratowników medycznych, co się dzieje i odparli, że oczekują na przyjęcie, które nadeszło w kilka minut po naszym przyjeździe, czyli po prawie dwóch godzinach” - napisała nasza czytelniczka.

Zbulwersował ją nie tylko niemiłosiernie długi czas oczekiwania, aż jej mama uzyska pomoc, ale również zachowanie lekarki, która wówczas pełniła dyżur na SORze. Wedle relacji wadowiczanki, pani doktor w wulgarny sposób zwracała się do rodziny innego pacjenta. „Przy próbie rozmowy odnośnie naszej mamy, zbywała nas słowami: „proszę czekać”. Wyżej wymieniona sytuacja wywołała poruszenie wśród oczekujących. Można było usłyszeć, że takie sytuacje, jak kolejki karetek, pacjentów dorosłych i dzieci, a także zachowanie pani doktor, się powtarzają” - twierdzi nasza czytelniczka.


Druga sprawa, która ją niepokoi, a wydaje jej się związana z przypadkiem jej mamy, dotyczy wypadków drogowych i innych. Otóż kobietę zastanawia, dlaczego niekiedy przyjeżdżają do nich zespoły ratownictwa medycznego z innego powiatu lub nawet tylko straż pożarna. „Rodzi się pytanie, dlaczego ambulans jedzie z tak daleka. Czy to nie dlatego, że nasze karetki stoją tyle czasu w szpitalu? Wszystkie te wydarzenia wywołują u nas ogromny niepokój o naszych bliskich i nas samych. Co będzie, gdy będziemy potrzebować karetki lub gdy zostaniemy przyjęci przez takiego lekarza?” - skonkludowała nasza czytelniczka.

Wysłaliśmy jej list do dyrekcji Zespołu Zakładów Opieki Zdrowotnej w Wadowicach z prośbą o wyjaśnienie wątpliwości kobiety. Lekarz Krzysztof Harpula, zastępca dyrektora do spraw lecznictwa odpowiedział, że z powodu braku wystarczających informacji dotyczących zdarzenia na SORze (czytelniczka nie podała nam, kiedy do niego doszło, nie wyjawiła też nazwiska matki) nie może odnieść się do tej konkretnej sytuacji.

Pragniemy jednak zaznaczyć, że miejsce, w którym zatrzymują się karetki oczekujące na przyjęcie na SOR, nie jest garażem. To zadaszony, zamykany i odpowiednio oznaczony podjazd dla ambulansów, który stanowi integralną część SOR” - podkreślił wicedyrektor.


Jak zaznaczył, przekazanie pacjenta przez zespół ratownictwa medycznego powinno nastąpić bez zbędnej zwłoki, jednak zdarzają się sytuacje, że nie jest możliwe zrobienie tego szybko. Tak się dzieje na przykład wtedy, gdy Szpitalny Oddział Ratunkowy jest przepełniony. Wówczas pacjent, który nie wymaga natychmiastowej opieki lekarskiej, czeka na nią pod opieką ratowników.

Co decyduje o kolejności przyjęcia? Na SORze prowadzony jest system segregacji medycznej pacjentów, zwany Triage, wykonywany po to, aby ustalić, którzy z nich najpilniej potrzebują pomocy. Stopień zagrożenia życia każdej osoby określany jest odpowiednim kodem, od którego zależy, jak szybko zostanie ona przyjęta.

Nie każdy, kto przewożony jest karetką, otrzymuje kod czerwony, czyli ten najpilniejszy. Niejednokrotnie zdarza się, że osoba przywieziona przez ZRM nie wymaga tak pilnego zaopatrzenia, jak na przykład inny pacjent, który ma rozległe obrażenia czy inny stan wymagający natychmiastowej interwencji lekarskiej” - wyjaśnił Krzysztof Harpula.

Wicedyrektor wytłumaczył również, dlaczego nie zawsze do wypadku przyjeżdża karetka z najbliższego pogotowia. Otóż, decyzja o tym, który ambulans zostanie skierowany na miejsce zdarzenia, zapada w dyspozytorniach, działających w ramach Państwowego Systemu Ratownictwa Medycznego. Wybierana jest karetka znajdująca się w danym momencie najbliżej. „Niejednokrotnie dochodzi do sytuacji, kiedy ambulans wracający do stacji po udzieleniu pomocy otrzymuje kolejne wezwanie do miejsca, w którego okolicy się znajduje. Dyspozytornie są scentralizowane i działają w ramach struktur wojewódzkich, ściśle współpracując z Wojewódzkim Centrum Zarządzania Kryzysowego. Na terenie Małopolski zlokalizowane są w Krakowie i Tarnowie” - napisał Krzysztof Harpula.

Dodał, że jeśli z jakiegoś powodu straż pożarna jest na miejscu zdarzenia wcześniej niż karetka, członkowie zastępu udzielają poszkodowanemu pierwszej pomocy przedmedycznej. Często strażacy specjalnie są wysyłani do różnych zdarzeń drogowych czy innych w pierwszej kolejności. „Wynika to z tego, że niejednokrotnie trzeba uwolnić osoby zakleszczone w pojeździe i zabezpieczyć miejsce zdarzenia, na przykład wyciek paliwa, tak by ZRM mógł podjąć działania ratownicze w warunkach najbardziej bezpiecznych i udzielić poszkodowanym pomocy medycznej zgodnie z określonymi standardami” - podkreślił zastępca dyrektora.


Foto: Edyta Łepkowska

reklama

Zobacz także

Napisz komentarz

Redakcja mamNewsa.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy Internautów. Prosimy o kulturalną dyskusję i przestrzeganie regulaminu portalu. Wpisy niezgodne z regulaminem będą usuwane. Dodając komentarz, akceptujesz postanowienia regulaminu. Wszelkie problemy z funkcjonowaniem portalu, usterki, uwagi, zgłoszenia błędów prosimy kierować na: [email protected]

Musisz być zalogowany, aby dodawać komentarze.

cath, 02.02.2024 08:43

To nie wina SOR.Jesli na oddziałach miejsc brakuje to co zrobić z pacjentem.Musi czekać.W warszawskich SOR czas oczekiwania na przyjęcie niejednokrotnie przekracza 24 h.U nas Ktoś podjął debilną decyzję zmniejszenia liczby łóżek internistycznych wiedząc dobrze jaka jest sytuacja demograficzna starzejemy się na potęgę .Stworzono jakiś dziwny oddział rehabilitacyjny wiedząc że szpital jest za mały jak na potrzeby tak dużego powiatu.I ukierunkowano się na ortopedię z niewiadomych przyczyn.

Ktos, 02.02.2024 00:36

To skoro sor sobie nie radzi trzeba go zamknąć a nie brać kase z kontraktu tak samo oddziały. Mam wrażenie że większość personelu na sorze jak i w szpitalu to chyba robi tam za karę. Jest taka zasada nie ma miejsc u nas załatwia się miejsce gdzie indziej a nie spławia ludzi lub przetrzymuje karetki . Czemu lekarz ze soru lub z oddziału nie zadzwoni do lekarza poz i powie chłopie zrób jakieś badania i spróbuj leczyć a nie odsyłaj do szpitala , ale po co jak lepiej zbywać pacjentów zasłaniając się że jest brak miejsc , co drugi szpital ma ciągle brak miejsc ale takich cyrków nie robi , dostaną karę jak jeden ze szpitali w Krakowie 2 % z kontaktu to będą chodzić jak w zegarku .

jawiemkto, 01.02.2024 23:57

A może po prostu bywa tak (ostatnio bardzo często), że na sorze nie ma fizycznie miejsca, żeby zabrać pacjenta z karetki? Dlaczego, ano dla tego, że leżą tam ludzie, którzy po badaniach i podaniu pierwszych leków zostają zakwalifikowani do przyjęcia na oddział szpitalny, z tym, że tam też nie ma miejsca bo ktoś wpadł na genialny pomysł, aby zmieniszyc ilość miejsc na OBU oddziałach wewnętrznych które też notorycznie są zapełnione. A odział geriatrii mimo, iż powiększony nie przyjmuje pacjentów w trybie pilnym (czyli tych z soru) a jedynie planowym i to nie na pełnym obłozeniu bo Szanowna Dyrekcja sobie nie może poradzić z zatrudnieniem personelu/lekarzy, aby oddział mógł funkcjonować... Takie sytuacje się zdarzają, zdarzały, i zdarzać będą coraz częściej, póki ktoś z tym nie zrobi porządku. A kto ma z tym coś zrobić jak dla WŁADNYCH zawsze jest miejsce...

Ktos, 01.02.2024 22:03

Kłamstwo za kłamstwem ze strony dyrekcji . Nawet jeśli nie jest wysoki priorytet przyjęcia pacjenta to sor ma pilnować dana osobę a nie zespół zrm. Wielokrotnie zdarzyło się że na sali był jeden lub dwóch pacjentów i karetka była przetrzymywana . Triagu na tym sorze wogole nie ma to jest wielka ściema pacjenci ze skierowaniem przechodzą przez sor i blokują miejsca dla osób zgłaszających się typowo na sor gdyż lekarz mówi że musi pierwsze przebadać pacjenta ze skierowaniem a w szpitalu jest izba przyjęć. NFZ wykazał ponad 100 przekroczeń czasu przekazania pacjenta przez zespół pogotowia więc niech dyrekcja mówi że to się czasem zdarza . Ostatnio jak była awaria sor odsyłał pacjentów do innych szpitali bezprawnie bez rejestracji zasłaniając się że nie działa tomografia, a ich zadaniem jest zabezpieczenie pacjenta wykonanie diagnostyki jaką mają a w razie potrzeby przekierować do innego szpitala własnym transportem. Mam nadzieję że NFZ weźmie się za ten sor przywali jakąś karę za takie oszustwa i takie działania i wtedy dyrekcja otworzy oczy albo lepiej mam nadzieję że któryś z rodziny osób pracujących w szpitalu lub w kadrach znajdzie się w takiej sytuacji albo są późno przyjdzie pomoc gdyż karetka będzie czekała na przekazanie pacjenta . Rada dla wszystkich ludzi chcą was odesłać gdzieś indziej niech to napiszą na piśmie , długo czas oczekiwania pisać pisma wyjaśniają i informujące do NFZ bez tego ten sor dalej będzie robił jak robi

cath, 01.02.2024 21:09

Zresztą problemu powiat nie widzi-vce starosta miała zapewniona stosowną opiekę i jej kontynuację .Jak to było w Animal Farm? Wszystkie zwierzęta są równe ale niektóre są równiejsze…

cath, 01.02.2024 21:06

Wystarczy posłuchać wypowiedzi p.Dyrektor Bulanowskiej w Radio Andrychow-przyznaje że zmniejszono Oddziały Wewnętrzne ale pacjenci mają węzeł sanitarny przy każdym pokoju a na miejscu wewnętrznego 1 uruchomiono oddział większy geriatryczny,gdzie juz pacjenci takich luksusów nie mają i ta geriatria przyjmuje już 1/3 więcej pacjentów niż przyjmowała.Czyli starsi ludzie juz luksusów nie mają im wystarcza szara rzeczywistość czyli wspólne WC.Tyle tylko że chyba ktoś tu jakiś biznes chce kręcic bo uruchomiono podobno oddział rehabilitacyjny tylko żeby się rehabilitować to najpierw wypadałoby się podleczyć bo to kontynuacja leczenia a nie początek.A z tego co wiem ilość łóżek w szpitalu tzw internistycznych w sumie jest mniejsza niż kiedyś o chirurgii ogólnej nie wspomnę bo też tam zredukowano ilość łóżek za to ortopedia ho ho.No to jest co jest.A podobno lekarze do pracy się nie garną w Wadowicach .Wystarczy zerknąć na stronę ZZOZ.