reklama

Kiedyś chciał umrzeć, dziś wraca do żywych

, MAGAZYN, Wiadomości, 03.11.2021 15:37, eł

Historia tego młodego mężczyzny jest dramatyczna.

Kiedyś chciał umrzeć, dziś wraca do żywych

Sebastian Kryta z Paszkówki, niegdyś zdrowy i wysportowany, jest obecnie 22-latkiem przykutym od wózka inwalidzkiego. Nie mówi i nie może posługiwać się rękami. Tuż przed swymi osiemnastymi urodzinami targnął się na swoje życie... Od tamtej pory trwa walka o to, by przywrócić go do sprawności.

Na początku ubiegłego miesiąca pisaliśmy o koszu w kształcie serca, przeznaczonym na nakrętki, które stanęło obok Banku Spółdzielczego w Brzeźnicy. Pojemnik napełnił się w niewiele ponad 20 dni, a jego zawartość została przekazana na rehabilitację Milenki Szwed z Marcyporęby. Teraz wszystkie nakrętki, które do niego trafią, pójdą na pomoc dla Sebastiana Kryty z Paszkówki.

Jeszcze kilka lat temu był to pogodny, spokojny nastolatek z głową pełną marzeń i planów. Pragnął zamieszkać z dziewczyną, którą kochał do szaleństwa, zbudować z nią związek na całe życie. Chciał zrobić prawo jazdy. Uczył się fachu stolarza w Zespole Szkół im. Komisji Edukacji Narodowej w Kalwarii Zebrzydowskiej, ponieważ praca z drewnem zawsze sprawiała mu dużo radości. Ciągotki w tym kierunku zdradzał od najmłodszych lat. Gdy tylko znalazł kilka kawałków desek, musiał z nich coś sklecić – choćby domek dla chomika lub karmnik dla ptaków.

Uwielbiał jeździć na rowerze i deskorolce, jak wielu jego rówieśników z upodobaniem słuchał rapu. Miał już pomysł, jak ma wyglądać impreza z okazji jego zbliżających się osiemnastych urodzin. Wydawał się szczęśliwy, choć nie wszystko układało się po jego myśli. Często martwiła go napięta sytuacja między rodzicami, ale i w tym przypadku starał się być optymistą. – Za każdym razem, gdy bliska byłam decyzji o rozstaniu, powtarzał, żebym dała tacie jeszcze jedną szansę, bo on się na pewno poprawi – mówi mama Sebastiana, Katarzyna Kryta. Nic nie zapowiadało nadciągającej tragedii.

5 maja 2017 roku ojciec chłopaka wpadł w szał i dotkliwie pobił żonę. Sebastianem wstrząsnęły sceny przemocy, które wtedy zobaczył, ale wydawało się, że szybko doszedł po nich do siebie. Jednak w trzy dni po tym zdarzeniu dziewczyna Sebastiana zadzwoniła do jego mamy i powiedziała: - Seba poszedł się powiesić...

Katarzyna w pierwszej chwili rzuciła się do samochodu, by pojechać na poszukiwania. Po kilku minutach coś ją tknęło, wróciła do domu, wyjęła nóż z kuchennej szuflady i pobiegła z nim do lasu za stodołą. Miała wrażenie, jakby ktoś kierował jej czynami i krokami. – To musiał być anioł. Poprowadził mnie prosto do Sebastiana. Syn wisiał bardzo wysoko. Jego buty były na poziomie mojej twarzy. Zawołałam go po imieniu głosem, który do dziś dźwięczy mi w uszach. Musiałam wdrapać się na drzewo, na które w życiu bym nie wyszła, gdybym nie była pod wpływem adrenaliny. Nawet policjanci mówili potem, że to niemożliwe, abym mogła to zrobić. A jednak. Z nożem w zębach wspięłam się i odcięłam Sebastiana – wspomina Katarzyna Kryta.

Mimo stresu, pamiętała o tym, aby przed przecięciem sznura przesunąć bezwładne ciało w taki sposób, by w czasie upadku nie doszło do złamania kręgosłupa. Z początku nastolatek nie dawał znaków życia, lecz po chwili reanimacji zaczął łapać oddech. – Nigdy wcześniej nie udzielałam nikomu pierwszej pomocy, ale tak bardzo chciałam uratować moje dziecko, że jakoś udało mi się to zrobić – mówi kobieta, która wciąż stara się wymazać tamte straszne chwile z pamięci.

Katarzynę do szaleństwa doprowadza dziś dźwięk kosiarki, bo koszenie trawnika zawsze było zadaniem Sebastiana. Zaczyna płakać, ilekroć przypomni sobie wszystko, co robiła razem z synem. Ale wierzy, że to znów będzie możliwe. Dla postronnego obserwatora Sebastian nadal jest w stanie wegetatywnym, jednak ona widzi jego postępy. Młody mężczyzn reaguje na bodźce zewnętrzne, niekiedy się uśmiecha, innym razem uroni kilka łez. Zwraca wzrok w stronę mówiącej osoby, wyraźnie cieszy go ulubiona muzyka. Widać, że chce żyć.

Od lat trwają różne akcje charytatywne dla Sebastiana, dzięki którym jego mamę stać na to, by rehabilitować syna. Były też zbiórki pieniędzy na remont domu, aby stworzyć w nim odpowiednie warunki do opieki nad niepełnosprawnym mężczyzną. Teraz na pomoc Sebastianowi pójdą również nakrętki zebrane w sercu stojącym w Brzeźnicy. Zostało ono ufundowane przez sołtysa i radę sołecką w tej miejscowości oraz tamtejszy Bank Spółdzielczy. Sebastianowi można też pomóc wystawiając przedmioty na sprzedaż tutaj lub licytując te, które wystawili inni.


Foto: Facebook/Wierzcie We Mnie Dam Radę

Zobacz także

Napisz komentarz

Redakcja mamNewsa.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy Internautów. Prosimy o kulturalną dyskusję i przestrzeganie regulaminu portalu. Wpisy niezgodne z regulaminem będą usuwane. Dodając komentarz, akceptujesz postanowienia regulaminu. Wszelkie problemy z funkcjonowaniem portalu, usterki, uwagi, zgłoszenia błędów prosimy kierować na: [email protected]

Musisz być zalogowany, aby dodawać komentarze.

Brak komentarzy