reklama

Spełnione marzenie nastolatki

MAGAZYN, Wiadomości, 05.03.2023 18:25,

- Mimo że minęły 23 lata, bardzo często myślę o tych wydarzeniach, ale dopiero teraz odważyłam się o nich opowiedzieć - pisze nasza Czytelniczka, której list zamieszamy.

Spełnione marzenie nastolatki

Od zawsze marzyłam o wyjeździe do Francji. Chciałam nauczyć się języka, podobała mi się kultura francuska, a Paryż był miastem, w którym pragnęłam żyć. Od podstawówki nie myślałam o niczym innym.

Chciałam skorzystać z programu wymiany międzynarodowej „Fille au pair”, który gwarantował pobyt na miejscu, utrzymanie i możliwość nauki w zamian za pracę opiekunki do dziecka. Niestety koszt udziału w programie stanowił dla moich rodziców ogromną barierę finansową. Dlatego sama postanowiłam zarobić na wyjazd i od razu po zakończeniu liceum zaczęłam szukać pracy. Pewnego dnia, w popularnej wówczas gazecie Jarmark, mój tata znalazł ogłoszenie kobiety z Katowic, która szuka pomocy w prowadzeniu domu. Kiedy do niej zadzwoniłam okazało się, że jej synowa, Polka potrzebuje pracownika, ale nie w Katowicach, tylko we Francji! To było jak los wygrany na loterii.

Nie zastanawiałam się ani chwili. Pojechałam do Katowic, pozytywnie przeszłam rekrutację i kilka dni później jechałam busem do Düsseldorfu w Niemczech, skąd miałam wyruszyć do Francji. W małym bagażu miałam najpotrzebniejsze rzeczy i 100 dolarów, które przed wyjazdem wręczyła mi babcia. Byłam szczęśliwa. Miałam 19 lat, cieszyłam się, że rozpoczynam przygodę swojego życia i w końcu spełnię moje marzenie. Nie wiedziałam wtedy, że czar szybko pryśnie.

Po przyjeździe na miejsce okazało się, że rodzina, u której miałam pracować jest bardzo zamożna, prowadzi dużą firmę w Niemczech i posiada kilkadziesiąt nieruchomości na całym świecie. Kiedy przeszłam kolejny etap rekrutacji, wysłano mnie do Szwajcarii. Tam w końcu poznałam rodzinę oraz ich jedenastoletniego syna. Razem z nimi, przyjechała Marysia – gosposia, która pracowała dla nich od pięciu lat.

W Szwajcarii spędziliśmy miesiąc. Razem z Marysią dbałyśmy o dziecko, dom, zakupy, a także opiekowałyśmy się ciężko chorym mężem pani M. Nasza szefowa była bardzo wymagająca. Pracowałyśmy bez przerw od 7 do 22. Ciężka praca nie była jednak największym problemem, a warunki w jakich żyłyśmy i sposób, w jaki traktowała nas „pani”.

Spałyśmy w saunie, do której mogłyśmy wejść dopiero późnym wieczorem, kiedy „pani” z niej skorzystała. Mimo że byłam wycieńczona fizycznie i psychicznie, zaciskałam zęby, robiłam co każą, nie narzekałam, bo wiedziałam, że za miesiąc przeprowadzimy się docelowo do Monako. Naiwnie wierzyłam, że to przejściowa sytuacja.

W Monako zamieszkaliśmy na 11 piętrze luksusowej rezydencji. Niestety nasza sytuacja się nie poprawiła, było coraz gorzej. Tym razem naszym pokojem stała się łazienka dla służby. Spałyśmy na rozkładanym materacu. Pani M. od razu zabrała mi paszport, twierdząc, że w sejfie będzie bezpieczniejszy. Kobieta cały czas nas poniżała, wylewała na nas swoją frustrację, oskarżała o szkody, które wyrządził np. pies i cały czas podkreślała, jak bardzo drogie są rzeczy, które nas otaczają.

Pewnego dnia, po dwóch miesiącach od przeprowadzki, szefowa nagle wpadła w szał. Podejrzewała, że Marysia, którą traktowała jak swoją własność, planuje odejść. Robiła wszystko, by ją zatrzymać, próbowała wyciągnąć ode mnie jakieś informacje. Nic na ten temat nie wiedziałam, więc nie mogłam nic powiedzieć. Kobieta, chcąc mnie ukarać, odebrała mi wszystkie ciężko zarobione pieniądze. Tego samego dnia zawiozła na lotnisko do Nicei, kupiła bilet do Warszawy i dopiero wtedy oddała paszport. Jedynymi pieniędzmi, jakie udało mi się przed nią ukryć, były dolary, które dostałam od babci. Groziła mi, że jeśli komukolwiek o tym powiem, oskarży mnie o kradzież i mnie zniszczy.

Będąc jeszcze w szoku, weszłam do samolotu i dopiero po wylądowaniu w Warszawie zadzwoniłam do rodziców. Ponownie byłam w Polsce, z małym bagażem i 100 dolarami w kieszeni. Kiedy dotarłam do domu, zauważyłam, że bilet został kupiony w dwie strony, a lot powrotny mam za kilka dni. Oczywiście wiedziałam, że nigdy nie wrócę do tej rodziny. Mimo całej sytuacji i horroru jaki przeżyłam, chciałam polecieć do Francji i zacząć wszystko od nowa. Nie mogłam pozwolić na to, by ktoś zdeptał moje marzenia i sprawił, że miejsce o którym śniłam całe swoje życie kojarzyło mi się tylko z koszmarem, jakiego doświadczyłam. Zaczęłam szukać innych możliwości. Skontaktowałam się z koleżanką, którą poznałam, mieszkając w Monako. Wiedziała, w jakich warunkach pracowałam i od jakiegoś czasu szukała dla mnie pracy. Okazało się, że zna rodzinę u której mogłabym zacząć od zaraz. Poleciałam do Nicei. Polubiłam nową pracę, a polska rodzina była dla mnie miła i traktowała mnie z życzliwością.

Niestety o tym, że jestem we Francji, dowiedziała się pani M. Koszmar znowu się zaczął.

Wydzwaniała do moich rodziców, groziła mi, powiedziała, że oskarży mnie o kradzież, jeśli nie wyjadę, mimo że to ona odebrała mi wszystkie pieniądze. Była osobą złą i zaburzoną. Na szczęście moi nowi pracodawcy, obiecali mi pomoc i wspierali mnie.

Po tej sytuacji jeszcze wiele lat mieszkałam we Francji, byłam szczęśliwa i otoczona przez dobrych ludzi. Pracowałam, podróżowałam, uczyłam się języka francuskiego. Z tego okresu zostało wiele cudownych wspomnień i przyjaźni, które trwają do dziś.

Mimo że minęły 23 lata, bardzo często myślę o tych wydarzeniach, ale dopiero teraz odważyłam się o nich opowiedzieć. Wróciłam do Polski, założyłam rodzinę, jestem mamą. Moje dziecko jest w liceum i zastanawiam się nad tym, co mogłabym zrobić, żeby uchronić je przed podobną sytuacją, jednocześnie dając wolność, by mogło poczuć swoją sprawczość i uwierzyć w to, że jeśli bardzo się czegoś chce, to można to osiągnąć.

Z perspektywy czasu wiem, że warto walczyć o swoje marzenia, dać z siebie wszystko, żeby je zrealizować. Jednocześnie trzeba być bardzo ostrożnym, sprawdzać informacje na temat ludzi, z którymi się kontaktujemy, zrobić wszystko, by być bezpiecznym. Wierzę, że dziś jest to bardziej możliwe, choć pojawiają się też inne zagrożenia. Wtedy nie było internetu, koszt międzynarodowych rozmów telefonicznych był ogromny, podróż kosztowała fortunę. Trudno było rzucić wszystko i wyjechać, nie mając pieniędzy. Będąc sama w obcym kraju, musiałam liczyć tylko na siebie.

Dziś chcę podziękować moim rodzicom za to, że we mnie wierzyli, zaufali mi, że sobie poradzę i zawsze mnie wspierają w moich decyzjach. Dziękuję za pomoc mojej koleżance Joannie, która nadal mieszka we Francji i jej siostrze Ewie oraz wszystkim tym, dzięki którym moje marzenia się spełniły.


Zobacz także

Napisz komentarz

Redakcja mamNewsa.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy Internautów. Prosimy o kulturalną dyskusję i przestrzeganie regulaminu portalu. Wpisy niezgodne z regulaminem będą usuwane. Dodając komentarz, akceptujesz postanowienia regulaminu. Wszelkie problemy z funkcjonowaniem portalu, usterki, uwagi, zgłoszenia błędów prosimy kierować na: [email protected]

Musisz być zalogowany, aby dodawać komentarze.

Brak komentarzy