reklama

Piją, klną i zaczepiają przechodniów

, Na sygnale, Wiadomości, 08.10.2021 18:00, eł

Zdaniem strażników miejskich, sytuacja się poprawiła. Inaczej widzą to mieszkańcy.

Piją, klną i zaczepiają przechodniów

Chociaż picie alkoholu w miejscach publicznych (z wyjątkiem tak zwanych ogródków piwnych) jest zakazane, wciąż nie brak osób, które z upodobaniem oddają się tej przyjemności tam, gdzie nie powinny tego robić. Nawet teraz, gdy dni są coraz chłodniejsze, w Andrychowie alkoholowe libacje pod chmurką cieszą się niesłabnącym powodzeniem.

Na Krajowej Mapie Zagrożeń Bezpieczeństwa spożywanie alkoholu w miejscach niedozwolonych jest najczęściej zgłaszanym przez mieszkańców Andrychowa problemem. Miłośnicy picia napojów procentowych pod gołym niebem grupują się między innymi w rejonie ulicy Niecałej, w parku koło pałacu Bobrowskich oraz przy chodniku na brzegu Wieprzówki za halą sportową. Zapytaliśmy komendanta Straży Miejskiej w Andrychowie Krzysztofa Tokarza, dlaczego ten problem jest tak trudny do wyeliminowania. Jak się jednak okazuje, w jego oczach jest on znacznie mniejszy niż w odczuciu mieszkańców miasta. Dlaczego?

Strażnicy miejscy pilnują głównie, aby nie dochodziło do pijackich ekscesów tam, gdzie przechodzi najwięcej ludzi – w Rynku czy przy skupisku supermarketów. - Negatywne oddziaływanie na społeczeństwo jest w tych miejscach dużo większe niż tam, gdzie nie przemieszczają się tak duże ilości osób – podkreśla komendant. A w wymienionych przez niego miejscach rzeczywiście nie spotyka się zbyt wielu pijaczków. Znaleźli sobie spokojniejsze lokalizacje, w których nie są tak „prześladowani” przez strażników miejskich czy policjantów... Niemniej nadal raczą się trunkami w polu widzenia przechodniów, a nierzadko też ich zaczepiają, używając przy tym niewybrednych słów.

- Ludzie, którzy spożywają alkohol w takich miejscach są osobami uzależnionymi. Czyli jest to, można powiedzieć, choroba, w dodatku ciężka do uleczenia. Jeśli chodzi o wyeliminowanie picia alkoholu w miejscach niedozwolonych, prawne sposoby, które stosujemy, polegają na nakładaniu mandatów karnych, o ile te osoby posiadają jakieś dochody. Jeżeli ich nie mają, co dotyczy osiemdziesięciu procent z nich, sprawy kierowane są do rozpatrzenia przez Sąd Rejonowy w Wadowicach – mówi Krzysztof Tokarz.

Jak dodaje, strażnicy współpracują z Gminną Komisją Rozwiązywania Problemów Alkoholowych. Pijaczkowie regularnie zakłócający porządek publiczny są do niej kierowani, żeby ta zaproponowała im możliwe formy leczenia. - Jeżeli taki człowiek nie podda się żadnej z nich, wtedy jest wysyłany na badanie biegłego, które określa, czy jest on uzależniony, czy też nie. Następnie ta osoba z powrotem trafia na komisję, która przedstawia jej opinię biegłych. Są w niej zawsze wnioski, czy uzależniony ma się poddać leczeniu ambulatoryjnemu niestacjonarnemu czy stacjonarnemu. W tym momencie dana osoba nie ma już wyboru, musi podporządkować się terapii. Jeśli tego nie zrobi, komisja sporządza wniosek do sądu rodzinnego, który kieruje uzależnionego na przymusowe leczenie – wyjaśnia komendant.

Jak jednak dodaje, wszystkie te sposoby są mało skuteczne, dopóki alkoholik sam nie weźmie się w garść i nie zrozumie, że musi wyjść na prostą. Przymusowe leczenie nie przyniesie długotrwałych efektów, gdy pacjent nie jest zdeterminowany, by wyrwać się ze szponów nałogu. - Dlatego tak trudno jest wyeliminować problem spożywania alkoholu w miejscach publicznych. Kary nakładane na te osoby czy przez sądy, czy w postaci mandatów przez służby, nie powodują u nich uszczerbku finansowego, ponieważ z reguły nie posiadają one żadnych dochodów... - tłumaczy Krzysztof Tokarz.

Jak dodaje, w ramach współpracy z Gminną Komisją Rozwiązywania Problemów Alkoholowych organizowane są także szkolenia dla przedsiębiorców prowadzących sprzedaż napojów wyskokowych. Sprzedawcy dowiadują się wtedy, jak należy reagować, gdy po alkohol przychodzi nietrzeźwy klient lub kiedy zabiera się on za opróżnianie butelki w obrębie sklepie.

W miejscach, gdzie grupują się amatorzy libacji pod chmurką, z reguły panuje spory bałagan. Foto: Edyta Łepkowska

Zobacz także

Napisz komentarz

Redakcja mamNewsa.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy Internautów. Prosimy o kulturalną dyskusję i przestrzeganie regulaminu portalu. Wpisy niezgodne z regulaminem będą usuwane. Dodając komentarz, akceptujesz postanowienia regulaminu. Wszelkie problemy z funkcjonowaniem portalu, usterki, uwagi, zgłoszenia błędów prosimy kierować na: [email protected]

Musisz być zalogowany, aby dodawać komentarze.

ѕzαℓσиу ∂ιαвєłєк.! , 09.10.2021 09:47

Dokładnie postwić więcej koszy, nawet ławeczkę bym im nową zrobił ;)

hebes1125, 08.10.2021 21:57

Przesada za halą zawsze się piło i to jest tradycja! Postawić śmietnik i będzie czysto już kiedyś o tym pisałem w komentarzach. W parku i za garażami na osiedlu też tradycja. Nie rozumię z czym problem. Nad wieprzóką też na wodospadach i co i nic. Takie obcowanie z naturą. A skoro tradycja to niech tak pozostanie i wpisać te miejsca na listę unesco wskazane do spożywania trunków wyskokowych. A jak komuś przeszkadza to niech omija.