reklama

Minęły cztery lata od tragicznych chwil

, MAGAZYN, Wiadomości, 27.07.2022 20:30, DK

Nic w tej sprawie się nie dzieje, a powinno.

Minęły cztery lata od tragicznych chwil

Cztery lata temu (tutaj) pisaliśmy o tragicznym w skutkach pożarze w greckiej miejscowości Mati. Zginęły wówczas dwie osoby z Wysokiej w gminie Wadowice – młoda matka z synkiem.

„Od kilku dni w pobliżu Aten i Koryntu w Grecji w różnych miejscach płoną lasy. Sytuacja jest dramatyczna. Temperatura jest bardzo wysoka, jest sucho, wieje silny wiatr, a opady deszczu na razie nie są przewidywane. W czasie pożarów zginęło już ponad 50 osób. Niestety wśród ofiar są także turyści z naszego regionu: kobieta i jej małe dziecko. (…) Kobieta i jej kilkuletni syn, którzy zginęli w Grecji, pochodzili z Wysokiej k. Wadowic. Mężczyzna, który stracił rodzinę, jest pod opieką biura Grecos” – podawaliśmy wówczas.

Ostatnie cytowane zdanie jest - delikatnie rzecz ujmując – na wyrost. Firma Grecos, jak twierdzi mężczyzna, wręcz utrudniała mu wszelkie działania, nawet te związane z wywozem ciał bliskich. Jarosław Korzeniowski z Wysokiej, który w pożarze stracił żonę i syna, mówi: - Kontakt z biurem był utrudniony, a po powrocie do kraju nawet się ze mną nie skontaktowali, miałem wrażenie, że cały czas starają się rzucać mi kłody pod nogi. Sprawę miała wziąć prokuratura krajowa, ale okręgowa odrzuciła ją i oddała regionalnej do Wadowic. Przecież to absurd!

Minęły już cztery lata i nic w sprawie nie ruszyło. A przynajmniej po polskiej stronie. Grecka prokuratura, która wszczęła śledztwo, postawiła zarzuty oficerom policji i straży pożarnej za zaniedbania, prowadzące obrażeń ciała, a nawet śmierci ofiar pożaru.

- Nie poinformowano nas o zagrożeniu pożarem. Wyszedłem z hotelu, patrzę, a już w powietrzu unoszą się płonące strzępy. Spytałem na recepcji, co się dzieje, a pracownik powiedział: „Nic, nic, nic”. Mówię, że się pali. Cały hotel zaczął się palić. Kazano nam uciekać w ostatniej chwili. Nie było zorganizowanej ewakuacji. Wszyscy uciekali w popłochu. Widziałem wybuchające pojazdy na hotelowym parkingu. Wszędzie było pełno dymu. Ludzie dosłownie się zapalali. Widziałem płonących, biegających ludzi. To było straszne - wspomina pan Jarosław.

- Nie poddam się i będę walczył o to, aby ci, którzy są odpowiedzialni za śmierć moich bliskich, odpowiedzieli za tododaje. Być może w końcu po czterech latach coś w tej sprawie ruszy i dowiemy się kto jest winien zaniedbań po polskiej stronie firmy Grecos.

Do sprawy powrócimy.


Zobacz także

Napisz komentarz

Redakcja mamNewsa.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy Internautów. Prosimy o kulturalną dyskusję i przestrzeganie regulaminu portalu. Wpisy niezgodne z regulaminem będą usuwane. Dodając komentarz, akceptujesz postanowienia regulaminu. Wszelkie problemy z funkcjonowaniem portalu, usterki, uwagi, zgłoszenia błędów prosimy kierować na: [email protected]

Musisz być zalogowany, aby dodawać komentarze.

Brak komentarzy