reklama

Ci kierowcy nigdy nie są pieszymi?

, MAGAZYN, Wiadomości, 22.10.2021 08:35, NEWSY CZYTELNIKÓW
Może warto czasami wczuć się w rolę pieszego.
Ci kierowcy nigdy nie są pieszymi?
Z parkowaniem w Andrychowie jest coraz gorzej, bo samochodów jest coraz więcej. Mimo wszyscy piesi apelują do kierowców, aby się trochę wysilili i poszukali odpowiedniego miejsca. Tak, aby nie utrudniać widoczności pieszym. Zwłaszcza dzieciom.

Pan Jacek, który przesłał nam te zdjęcia, zastanawia się, czy kierowcy którzy w ten sposób parkują nigdy nie chodzą chodnikiem?


Zobacz także

Napisz komentarz

Redakcja mamNewsa.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy Internautów. Prosimy o kulturalną dyskusję i przestrzeganie regulaminu portalu. Wpisy niezgodne z regulaminem będą usuwane. Dodając komentarz, akceptujesz postanowienia regulaminu. Wszelkie problemy z funkcjonowaniem portalu, usterki, uwagi, zgłoszenia błędów prosimy kierować na: [email protected]

Musisz być zalogowany, aby dodawać komentarze.

FeelFree, 22.10.2021 12:35

Na peryferiach Wszechświata znajduje się sklepik z MARZENIAMI. Na drzwiach sklepu wisi tabliczka: „Jeśli Twoje życzenie nie zostało spełnione, to znaczy, że jeszcze nie zapłaciłaś.” Mały sklepik, szyldu dawno już nie ma, został zdmuchnięty przez kosmiczny huragan. Nowego szyldu właściciel sklepu nie powiesił, ponieważ wszyscy okoliczni mieszkańcy wiedzą przecież, że sklep sprzedaje marzenia. Asortyment jest bardzo bogaty – można tu kupić praktycznie wszystko. Jacht, dom, małżeństwo, posadę prezesa korporacji, pieniądze, dzieci, dobrą pracę, duży biust, medal olimpijski, samochody, drużyny piłkarskie, władzę, sukces i wiele innych dóbr. W sprzedaży nie ma jedynie Życia i Śmierci – ich dystrybucją zajmuje się Centrala znajdująca się w innej Galaktyce. Każdy klient, który wchodzi do sklepu (bo są też tacy, którzy ani razu nie weszli i do tej pory siedzą na tyłku, i zajmują się chceniem) w pierwszej kolejności pyta o cenę swojego marzenia. A ceny są różne… Wymarzona praca, na przykład, kosztuje rezygnację ze stabilności i przewidywalności, gotowość do samodzielnego planowania i organizowania własnego życia, wiarę we własne siły oraz pozwolenia sobie na taką pracę, jaką kochasz, a nie taką, jaka się nawinie. Władza ma nieco wyższą cenę: trzeba zrezygnować z pewnych swoich przekonań, nauczyć się znajdować do wszystkiego racjonalne wytłumaczenie, umieć odmawiać, znać swoją wartość (a powinna ona być wysoka), pozwalać sobie na mówienie „ja”, wyrażać własną opinię, niezależnie od akceptacji czy dezaprobaty otoczenia. Niektóre ceny wydają się dość dziwne: małżeństwo można otrzymać w zasadzie za bezcen, natomiast szczęśliwe życie kosztuje bardzo drogo – wymaga osobistej odpowiedzialności za własne szczęście, umiejętności cieszenia się życiem, znajomości swoich celów, rezygnacji z dążenia by wszystkim dogodzić, doceniania wszystkiego co się ma, pozwolenia sobie na bycie szczęśliwym, świadomości własnych zalet, rezygnacji z bonusu „ofiary”, ryzyka utraty niektórych znajomych… Nie każdy klient, który wchodzi do sklepu, jest gotów, aby od razu kupić marzenie. Niektórzy, gdy widzą cenę, natychmiast wychodzą. Inni stoją w zadumie, licząc swoje zasoby i zastanawiając się, skąd wziąć więcej środków. Czasem ktoś skarży się, że ceny są za wysokie i prosi właściciela o rabat albo pyta, kiedy będzie wyprzedaż. Są też tacy, którzy wyciągają z kieszeni wszystkie swoje oszczędności i odbierają marzenie, zapakowane w piękny szeleszczący papier. Są zawsze odprowadzani wzrokiem przez zazdrosnych klientów, którzy szepczą złośliwie, że właściciel sklepu to na pewno ktoś z rodziny i marzenie dostali pod ladą, po znajomości. Właściciela sklepu dawno już proszono, aby obniżył ceny, co zwiększyłoby liczbę klientów. Ale takie postulaty za każdym razem spotykały się z odmową, bowiem właściciel uważa, że to obniży jakość marzeń. Kiedy pytano go, czy nie obawia się bankructwa, mówił, że nigdy nie zabraknie śmiałków, gotowych ryzykować i zmieniać swoje życie, rezygnując z nawyków i bezpiecznej przewidywalności, zdolnych do wiary w swoje marzenia, mających dość sił i środków, by zapłacić za ich realizację… [Autor nieznany]

FeelFree, 22.10.2021 12:33

Droga Redakcjo i drogi Panie Jacku; oczywiście, że są też pieszymi. To pytanie retoryczne więc nic nie wyjaśnia, chociaż korzystnie, że przypomina o problemie i zachęca do myślenia...oby. Natomiast bardziej pokazuje jak trudno zrozumieć piszącemu, że ktoś nie rozumie prostej niby zasady "nie czyń drugiemu co tobie niemiłe". Zasady którą na wszystkich stronicach próbowała przekazać już Tora. A przecież umiejętność patrzenia z innej perspektywy niż swoja własna nabywamy już podobno w okolicy 7 roku życia (teoria Piageta chociażby tak sugeruje). W celu umożliwienia natomiast merytorycznej dyskusji między komentującymi, a parkującymi "inaczej" należałoby jednak przypomnieć sobie najpierw znaczenie takich pojęć jak egocentryzm i EMPATIA oraz zrozumieć ich wzajemne zależności. Internet służy pomocą w razie potrzeby... "Może warto czasami wczuć się w rolę pieszego." Tu bowiem się zaczynają schody. Bo niestety wiele osób ma takie doświadczenia i nauczyło się/nauczono ich dotychczas w życiu, że jednak "nie warto". Oczywiście przyłączam się do apelu o używanie i rozwijanie inteligencji emocjonalnej, oraz przestrzeganie prawa, ale czasem to trochę jak wielokrotne proszenie radnych i burmistrza Żaka o to aby na przykład nie likwidowano dzieciom szkoły, nie rozbijano klasy itd. bo może to być trudne przeżycie emocjonalne.... Czyli, oczekujemy od kogoś, aby wczuł się w emocje, przeżycia innych osób, w tym wypadku dzieci, a dostajemy, no cóż... dostajemy zakaz uczestniczenie w sesji w sprawie nas i naszych rodzin dotyczącej. Ale zostawmy naszych radnych i wójta w spokoju (zwłaszcza, że dla przypomnienia sami ich wybraliśmy!) i delikatną kwestią inteligencji emocjonalnej. Pytanie dodatkowe, retoryczne: czy należy oczekiwać od daltonisty perfekcyjnego rozróżniania kolorów. Albo czy rozsądnym jest oczekiwać od kogoś kto chodził do szkoły gdzie uczono wyłącznie języka rosyjskiego (jako jedynego słusznego) biegłej znajomości języka hiszpańskiego? Czy coś możemy więc zrobić? Pewnie, że tak. Przy czym wiele wskazuje na to, że nie istnieje lepszy sposób niż zmienianie siebie samego. Bo co prawda słowa uczą, ale to dopiero przykłady pociągają. Mamy więc wpływ czego mogą się od nas nasze dzieci, domownicy, uczniowie, klienci, współpracownicy, radni itd. nauczyć. Na szczęście UCZYMY się całe życie, a WOLNOŚĆ, którą posiadamy pozwala nam na WYBÓR. Może dzięki naszej postawie ktoś, komuś, kiedyś, gdzieś nie zastawi chodnika, wjazdu... nie mówiąc już o bardziej istotnych rzeczach... Od naszych wyborów i postawy zależy po której stronie Mocy będziemy, kogo do przejścia na nią zachęcimy, lub kogo wpływowi ulegniemy aby przejść na jej drugą, ciemną stronę... I od nas zależy, czy zareagujemy, czy też będziemy bierni gdy ktoś działa niezgodnie z prawem, zagrażając bezpieczeństwu innych. Dla wytrwałych bajka.