reklama

By Mateusz nie musiał wciąż myśleć o chorobie

, MAGAZYN, Wiadomości, 21.10.2021 19:30, Edyta Łepkowska

Nigdy się nie wyzwoli z jej szponów, ale jego życie może być łatwiejsze niż teraz.

By Mateusz nie musiał wciąż myśleć o chorobie

Niespełna jedenastoletni Mateusz jest wesołym, towarzyskim chłopcem, który uwielbia aktywność fizyczną i spotkania z kolegami. Niestety, od roku jego życie nie jest już takie, jak kiedyś. Chłopiec musiał zrezygnować z pływania i nie może sobie pozwolić na spontaniczne wypady rowerowe. Wszystko, co robi, podporządkowane jest teraz jego chorobie...

Problemy ze zdrowiem zaczęły się ponad rok temu. Mateusz Kabziński z Przeciszowa uskarżał się na bóle brzucha i wymiotował. Rodzice podejrzewali, że to zwykła grypa jelitowa, co zresztą potwierdził lekarz pediatra. Ale objawy chorobowe nadal się nasilały, a chłopiec był coraz bardziej osłabiony. - W końcu trafiliśmy na szpitalną izbę przyjęć w Oświęcimiu. Synowi zrobiono badania, po których wyszło na jaw, że Mateusz ma cukrzycę. A ponieważ nie była ona do tej pory rozpoznana i nasz syn nie dostawał insuliny, doszło u niego do groźnego powikłania – kwasicy ketonowej. Jego stan tak szybko się pogarszał, że zapada decyzja, by jak najszybciej przewieźć go do szpitala w Katowicach, na oddział intensywnej opieki medycznej, gdzie wprowadzono go w śpiączkę – wspomina wydarzenia sprzed ponad roku mama Mateusza, Anna Kabzińska. Kobieta w tym czasie zmagała się z własnymi problemami zdrowotnymi, więc nagły rozwój choroby Mateusza spadł na nią jak grom z jasnego nieba. Nawet nie mogła być przy nim w szpitalu. Synowi towarzyszył wtedy jej mąż.

Nocne czuwanie przy łóżku

Gdy zagrożenie życia minęło, chłopiec trafił na oddział diabetologiczny, a w końcu wrócił do domu. Z długą listą zaleceń i pompą insulinową, która od tamtej pory jest jego najwierniejszą towarzyszką. Aby móc normalnie funkcjonować, Mateusz musi cały czas mieć pod kontrolą poziom cukru we krwi. A ten, mimo rygorystycznej diety i podawania insuliny, ulega u niego bardzo częstym i gwałtownym wahaniom. Raz jest zbyt niski, innym razem o wiele za wysoki. W uregulowaniu glikemii powinna pomóc pompa insulinowa, ale ta, którą Mateusz dostał w szpitalu, nie do końca spełnia swoją rolę. - Zatrzymuje podawanie insuliny, gdy syn ma duży spadek poziomu cukru, co jest dużą pomocą. Ale niczego poza tym nie reguluje. Musimy ręcznie ustawiać odpowiednie dawki insuliny – mówi Anna Kabzińska.

Dlatego rodzice muszą cały czas czuwać nad synem. Ustalają sobie nocne dyżury, w czasie których jedno z nich co godzinę lub dwie sprawdza poziom cukru u Mateusza. - Bywa tak, że musimy wybudzać go siedem razy w ciągu nocy – wyznaje mama chłopca. Gdy syn jest w szkole, rodzice nie mogą przy nim być, ale również muszą zachować czujność. Każde z nich pilnuje, by w miarę możliwości cały czas mieć pod ręką telefon i w razie wieści o pogarszającym się samopoczuciu Mateusza, szybko ruszyć mu na pomoc.

Życie podporządkowane chorobie

Dla samego chłopca sytuacja też jest bardzo trudna. Przed diagnozą uwielbiał chodzić na basen, ale od ponad roku już nie pływa, obawia się bowiem, co może się stać, jeśli odepnie pompę insulinową. - Nie może spontanicznie wyjść na rower, bo zanim to zrobi, za każdym razem musimy skontrolować, jaki ma poziom cukru i zabezpieczyć go przed ewentualnymi jego skokami. Gdy idzie gdzieś z kolegami, regularnie do niego dzwonimy i przerywamy mu zabawę, co bardzo go denerwuje. Nierzadko zdarza się, że musi odmówić znajomym, którzy chcą go gdzieś wyciągnąć, bo ma akurat zbyt niski poziom cukru – opowiada Anna Kabzińska.

Mimo wszystko, Mateusz nie stracił wrodzonej pogody ducha. Choć irytuje go ciągły nadzór rodziców, zdaje sobie sprawę, że to konieczność. Zdarzają mu się chwile buntu i złości, ale dobry humor wkrótce bierze górę nad negatywnymi emocjami. Mateusz nadal jest duszą towarzystwa i chłopcem, który zaraża innych radością życia. Nie zrezygnował z aktywności fizycznej, jeśli nie liczyć pływania. Gdy tylko dobrze się czuje i nie siedzi w szkole, cały czas jest w ruchu.

Urządzenie, które wszystko zmieni

Annie i Kazimierzowi Kabzińskim marzy się zakup nowoczesnej pompy insulinowej, która zapobiega skokom glikemii. Takie urządzenie reaguje, zanim dojdzie do zbyt wysokiego wzrostu czy spadku poziomu cukru. Na bieżąco reguluje dawki insuliny, aby do tego nie dopuścić. Dzięki takiej pompie rodzice mogliby również na własnych telefonach sprawdzać aktualne wartości poziomu cukru u Mateusza oraz otrzymywać powiadomienia o zagrożeniu hipo- lub hiperglikemią. A także zdalnie skorygować dawkę insuliny, jeśli zajdzie taka potrzeba.

Niestety, nie stać ich na zakup takiego zaawansowanego urządzenia. Pompa kosztuje bowiem około 21,5 tys. zł. - Myśleliśmy, żeby wziąć kredyt, ale obawiamy się, że możemy mieć trudności z jego spłacaniem – martwi się mama Mateusza. Koszty życia Kabzińskich bardzo wzrosły od czasu, gdy doszły do nich wszystkie wydatki związane z leczeniem i rygorystyczną dietą syna.

Jedynym wyjściem z sytuacji było założenie zbiórki pieniędzy. Odbywa się ona tutaj. - Bardzo prosimy o pomoc. Każda, nawet najmniejsza wpłata przybliży nas do celu, którym jest łatwiejsze życie naszego synka – apeluje Anna Kabzińska.


Zobacz także

Napisz komentarz

Redakcja mamNewsa.pl nie ponosi odpowiedzialności za treść komentarzy Internautów. Prosimy o kulturalną dyskusję i przestrzeganie regulaminu portalu. Wpisy niezgodne z regulaminem będą usuwane. Dodając komentarz, akceptujesz postanowienia regulaminu. Wszelkie problemy z funkcjonowaniem portalu, usterki, uwagi, zgłoszenia błędów prosimy kierować na: [email protected]

Musisz być zalogowany, aby dodawać komentarze.

Brak komentarzy